Czy mam prawo być zirytowany, gdy ktoś publicznie kieruje mnie w złą stronę, a potem nikt nie widzi kosztu tej pomyłki?
Czy jestem złośliwy?
Nierzadko w ścieżce prywatnej, ale szczególnie zawodowej dochodzi do sytuacji, gdy ktoś chce mi coś “wcisnąć”, imputować, wprowadzić na złe tory – nie wiem czy intencjonalnie czy nie, ale wówczas bardzo często efekt jest taki, że spędzam dużo czasu na grzebaniu w złym miejscu – tracę przy tym czas, bo muszę po pierwsze sprawdzić – czy aby na pewno tak jest, czy się nie mylę zatem sprawdzam jego/jej hipotezę (też oczywiście z nadzieją, że się uda – chociaż jak tak patrzę w przeszłość, to bardzo często są to sytuacje w które i tak od początku nie wierzę – podświadomie czuję, że nie tam jest problem, no ale sprawdzam – w końcu ktoś mi to wskazał i zasugerował – bardzo często przy świadkach (zwierzchnikach)). Zatem to jest spory koszt czasu i energii:
- sprawdzić hipotezę
- udowodnić jej nieprawdę
- znaleźć właściwą
Po takiej serii, która ostatecznie kosztowała (zmarnowała) 3x tyle czasu ile wyniosło normalne naprawienie, jestem trochę poirytowany i… bardzo często wtedy niejako “uszczypliwy” – bo zależy mi na jednym i TYLKO na tym (nie idę głębiej), aby wszyscy zrozumieli, że to była zła ścieżka i że zrobiłem wszystko tak jak było ode mnie oczekiwane – sprawdziłem, zweryfikowałem, po czym, i tak szukałem innego / prawdziwego sedna problemu.
Chcę, aby tylko to było jasne, nie szukam winnych, nikogo nie chcę piętnować – absolutnie! Tylko proste – stary, sprawdziłem to, ale to był błąd, a mówiłem od samego początku, że tak będzie, ale Ty się uparłeś i to przy moich zwierzchnik ach – wiem, że intencje miałeś / miałaś dobre, ale to był zły kierunek. Naprawiłem to i chcę aby wszyscy to widzieli, nie trzeba tego szczególnie doceniać – przechodzimy dalej, ale następnym razem proszę o poważniejsze sugerowanie ścieżek, bądź proszę je samemu wstępnie zdiagnozować i poprzeć jakimiś konkretami, aby było więcej punktów zaczepienia aniżeli “gołe” – “sprawdź tam, może się uda”, nie zazwyczaj się nie udaje.
No i gdzieś tutaj bardzo często dochodzi do sytuacji bagatelizowania mojego nakładu pracy na realizację w/w 3’ch punktów – może się czepiam, ale gdyby nie zła wskazówka, to naprawiłbym to zwyczajnie szybciej. Fajnie, że ktoś coś podpowiada, ale problem pojawia się w sytuacji, gdy ktoś coś “rzuci” – “sprawdź sobie”, często w takim kontekście jakbym sobie nie dawał radę (dlatego potrzebna była ta podpowiedź) a ja gmeram, szukam, kombinuję – sprawdzam czy i czego nie widzę… a później i tak szukam gdzieś indziej a ostatecznie jeszcze ktoś to na końcu zbagatelizuje – “no ok, fajnie”.
Może to moja wina, że za bardzo się tym przejmuję – pewnie nie byłoby kłopotu, gdyby:
- trop okazał się słuszny (czyli można podziękować)
- poszedłbym swoim tropem, nie korzystając z tej wskazówki (nie straciłbym czasu)
Problemem jest to, że w takich sytuacjach często (w moim odczuciu) czuję, że wręcz “muszę”, dołączyć jakąś dobitną uwagę, że “to” było zbędne i niepotrzebnie zostałem skierowany w złą stronę.
Później czuję się z tym źle, że “musiałem” dołożyć te parę groszy, aby dobitniej udowodnić “swoje” :-/
Ale niestety nie zawsze daje się tutaj odczuć światłe intencje drugiej osoby…
Wpis chyba też trochę “na siłę”, bo akurat miałem taką sytuację, grzebałem się dwa dni – błąd małej wagi strategicznej dla przedsiębiorstwa, no ale “uparli się”…
Finalnie udało się, ale zamiast zrobić coś produktywnego to cały dzień siedziałem i uprawiałem “fekaloplastykę” w poszukiwaniu winowajcy 😐
