Początek końca starego życia
Jak to wszystko się zaczęło?
Dość prozaicznie.
Mieliśmy małe dzieci, ja miałem problemy z pracą – mój klient po 10 latach tyle co podziękował mi za współpracę, Ani w tym moja ani jego wina – za jego plecami jego klient dogadał się z dostawcą, którego usługi my mu pośredniczyliśmy – owszem, racja była po jego stronie – ale ewentualna batalia sądowa to są lata, a inna sprawa, że powoli zaczynał coraz mniej wierzyć w ten projekt, więc przy okazji postanowił go zamknąć i “pozbyć się mnie” jako kosztu.
Sam też jestem sobie winien, bo zbyt mocno wierzyłem w to, że nawet jak zmieni projekt, to się mnie nie pozbędzie – ale przy okazji odkrył tani rynek dalekiego wschodu – Indie, Wietnam i tam znalazł sobie substytuta pracownika zdalnego.
Kolejny mój błąd – przez te wszystkie lata pracy dla niego, troszkę było mi za wygodnie i z rozleniwienia zaniechałem samorozwój – owszem, próbowałem swoich sił w innych projektach, ale niestety za każdym razem dawałem się wpuścić na minę (ktoś sprzedawał coś rzekomo działającego a ja miałem chęć i ambicję to przejąć i rozwijać) i albo nie widziałem albo nie chciałem widzieć flag ostrzegawczych – zainwestowałem w to swój czas i pieniądze, niestety bez zwrotu z inwestycji. SUmarycznie “utopiłem” chyba ze 4 różne takie projekty.
Patrząc wstecz, widzę, że jedyne projekty, które osiągnęły “jakiś tam” sukces, to moje autorskie projekty – nigdy obcy projekt, który przejąłem…
Niestety główny projekt w którym pracowałem, wykorzystywał moje umiejętności, nie dając niczego w zamian – poza pieniędzmi. Nie zdobyłem szczególnie wielkiego doświadczenia, które mógłbym wpisać w CV bądź wykorzystać w innych projektach – innymi słowy, moje lata doświadczenia, nie były atrakcyjne na rynku pracy, który w międzyczasie poszedł w zupełnie innym kierunku niż się spodziewałem.
Tak więc wszystkie te problemy:
- małe dzieci
- brak pracy
- świeżo objęte główne stanowisko w stowarzyszeniu non-profit
przysparzały wielu stresów, zacząłem gorzej sypiać i chociaż spałem relatywnie długo – po 10 godzin, byłem cały czas zmęczony.
Za zmęczeniem zaczęły przychodzić gorsze myśli – spadek motywacji i samooceny.
Ostatecznie nowe obowiązki, trudności w procesach rekrutacyjnych i adaptacji do nowych projektów (zauważyłem, że znacznie wolniej uczyłem się nowych rzeczy) zaczęły powodować pojawianie się gorszych myśli – może nie tyle samobójczych, co takich, że jak sobie coś zrobię, to może wtedy wszyscy mnie zauważą, że mam problemy i przestaną dorzucać mi kolejnych.
Czułem, że coś jest nie tak i zacząłem szukać pomocy – przy okazji wykładów z psychologiem po zajęciach podszedłem i poprosiłem o konsultację – zostawiłem kontakt do siebie psycholog miała się odezwać po tygodniu, jak odgrzebie się z bieżącymi sprawami. Nie zadzwoniła.
Kolejne moje próby nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.
Ostatecznie żona umówiła mnie do lekarza psychiatry (podobno po namowach mojej mamy, która też dostrzegała, że dzieje się ze mną coś niedobrego),
Tutaj można zakończyć pierwszy odcinek “początku”… dalsza część historii w kolejnym wpisie.
