Kategoria: Codzienność

Pogoda, remont, rutyna, dzieci, dom, zwykły dzień — czyli rzeczy pozornie zwyczajne, ale filtrowane przez doświadczenie

  • Burza mózgów po terminie

    Burza mózgów po terminie

    Nie umiem już spokojnie reagować, gdy moja praca organizacyjna jest ignorowana.

    Miesiąc temu przygotowywałem projekt na dofinansowanie dla stowarzyszenia w którym działam – na projekt dla dzieci i młodzieży, potrzebowałem wtedy pomocy „na gwałt”, tu i teraz, bo dopinałem budżet, harmonogram i zakres projektu.
    Poprosiłem o pomoc osobą, która będzie zaangażowana w realizację projektu w formie wolontariatu (co sprowadza się jedynie do szybkiego przeczytania tego co napisałem i krótkiego zaopiniowania – „czy w lewo czy w prawo”), jaką dostałem odpowiedź? Dość krótką – „teraz nie dam rad, bo jestem zajęty” (o tym projekcie mówiłem Wod tygodnia, wiec to nie było takie „z chwili na chwilę”). Termin oczywiście „na już”, no ale dobra – poradzę sobie, jak zwykle, jak zawsze. Już pożałowałem, że w ogóle pytałem / prosiłem – bo wyszło, że potrzebuję pomocy a i tak ostatecznie musiałem sobie sam z tym poradzić.
    No ale dobra, to tak słowem wstępu.
    Projekt przygotowałem, złożyłem i przesłałem wszystkim kopię „do wglądu” oraz streściłem – co i kiedy robimy robimy. Projekt nam „cofnęli” do poprawek (zredukowali nam dofinansowanie – pomimo obiecanej kwoty, obcięli ją później o 20%), poprawki naniosłem – też nie było z kim pogadać.
    Rozumiem, każdy może być zarobiony i nie mieć czasu – ale idźmy dalej…

    Minął miesiąc – brak kontaktu i nagle wczoraj na zupełnie innym spotkaniu – takim z dzieciakami, gość mi pokazuje, że ma wydrukowany projekt (ta pierwsza wersja przed poprawkami) i on będzie miał parę pytań. No mnie wewnętrznie zagotowało, jakie k… pytania?!
    Teraz? Chłopie, już po temacie!
    Teraz tylko czekamy – albo przejdzie albo nie przejdzie, nie ma już co korygować ani zmieniać.
    On mi na to, że tylko burzę mózgów chce zrobić… no ręce opadają – miesiąc po terminie złożenia projektu, on chce burzę mózgów robić? I wskazuje na jakiś punkt mówiąc, że to możemy zrobić tak i tak. Ja mu dobitnie, ale grzecznie, że to jest inna instytucja (inna niż zadeklarowana jako partner w projekcie) – owszem, możemy, nie ma najmniejszego problemu, ale jako dodatkowy, bo ten wymieniony w projekcie musimy zrobić i tyle, nie możemy go „zamienić”.
    No to on sprawdza daty – do kiedy to mamy i patrzy na harmonogram, ja mu na to, żeby na to nie patrzył, bo harmonogram może się przesunąć – ważne są dary projektu od/do, te z pierwszej strony oferty – te są wiążące, o ile nam podpiszą / zaakceptują ofertę. Ręce opadają.
    Może się czepiam – no ale poważnie, teraz to bym się już nie „wygłupiał” i nie wyskakiwał z „burzą mózgów”, jak miesiąc minął.
    Tutaj nie ma już o czym gadać, sorry, minęło – po temacie.
    Tam jest wszystko zaplanowane – teraz już tylko realizacja, a harmonogramy, rozliczenia – to moja działka – zajmijcie się działaniem, tym do czego zostaliście wyznaczeni.
    W porządku, zróbcie więcej – ale minimum z projektu musi być a cała reszta – do woli!
    No i nie ma o czym pogadać…

    Później – zmiana tematu, do rozmowy włączyła się dziewczyna w sprawie ustaleń, jakie przygotowałem na najbliższe wydarzenie – kilka dni wcześniej napisałem dokładnie, kto i co ma robić, kto za co jest odpowiedzialny, itp. A ona mówi / pyta – że trzeba o tym pomyśleć i zaplanować – no kurna!
    To po co ja to pisałem? Przecież wszystko jest – wystarczyło się do tego na spokojnie odnieść, a nie teraz będziemy „wynajdywali koło na nowo”…

    Nie wiem – czy ludzie nie traktują mnie poważnie, lekceważą i sami chcą to ogarnąć / zarządzić / dojść do tego samego, ale po swojemu?
    Czy moje planowanie ich „przerasta” i nawet tego nie czytają, bo i tak nie skumają? Jak mam to traktować?