Kategoria: Życie po leczeniu

Codzienność po chorobie, powrót do „normalności”, kontrola, lęk nawrotu, nowe spojrzenie na życie

  • Koszt cudzej sugestii

    Koszt cudzej sugestii

    Czy mam prawo być zirytowany, gdy ktoś publicznie kieruje mnie w złą stronę, a potem nikt nie widzi kosztu tej pomyłki?

    Czy jestem złośliwy?

    Nierzadko w ścieżce prywatnej, ale szczególnie zawodowej dochodzi do sytuacji, gdy ktoś chce mi coś “wcisnąć”, imputować, wprowadzić na złe tory – nie wiem czy intencjonalnie czy nie, ale wówczas bardzo często efekt jest taki, że spędzam dużo czasu na grzebaniu w złym miejscu – tracę przy tym czas, bo muszę po pierwsze sprawdzić – czy aby na pewno tak jest, czy się nie mylę zatem sprawdzam jego/jej hipotezę (też oczywiście z nadzieją, że się uda – chociaż jak tak patrzę w przeszłość, to bardzo często są to sytuacje w które i tak od początku nie wierzę – podświadomie czuję, że nie tam jest problem, no ale sprawdzam – w końcu ktoś mi to wskazał i zasugerował – bardzo często przy świadkach (zwierzchnikach)). Zatem to jest spory koszt czasu i energii:

    1. sprawdzić hipotezę
    2. udowodnić jej nieprawdę
    3. znaleźć właściwą

    Po takiej serii, która ostatecznie kosztowała (zmarnowała) 3x tyle czasu ile wyniosło normalne naprawienie, jestem trochę poirytowany i… bardzo często wtedy niejako “uszczypliwy” – bo zależy mi na jednym i TYLKO na tym (nie idę głębiej), aby wszyscy zrozumieli, że to była zła ścieżka i że zrobiłem wszystko tak jak było ode mnie oczekiwane – sprawdziłem, zweryfikowałem, po czym, i tak szukałem innego / prawdziwego sedna problemu.

    Chcę, aby tylko to było jasne, nie szukam winnych, nikogo nie chcę piętnować – absolutnie! Tylko proste – stary, sprawdziłem to, ale to był błąd, a mówiłem od samego początku, że tak będzie, ale Ty się uparłeś i to przy moich zwierzchnik ach – wiem, że intencje miałeś / miałaś dobre, ale to był zły kierunek. Naprawiłem to i chcę aby wszyscy to widzieli, nie trzeba tego szczególnie doceniać – przechodzimy dalej, ale następnym razem proszę o poważniejsze sugerowanie ścieżek, bądź proszę je samemu wstępnie zdiagnozować i poprzeć jakimiś konkretami, aby było więcej punktów zaczepienia aniżeli “gołe” – “sprawdź tam, może się uda”, nie zazwyczaj się nie udaje.

    No i gdzieś tutaj bardzo często dochodzi do sytuacji bagatelizowania mojego nakładu pracy na realizację w/w 3’ch punktów – może się czepiam, ale gdyby nie zła wskazówka, to naprawiłbym to zwyczajnie szybciej. Fajnie, że ktoś coś podpowiada, ale problem pojawia się w sytuacji, gdy ktoś coś “rzuci” – “sprawdź sobie”, często w takim kontekście jakbym sobie nie dawał radę (dlatego potrzebna była ta podpowiedź) a ja gmeram, szukam, kombinuję – sprawdzam czy i czego nie widzę… a później i tak szukam gdzieś indziej a ostatecznie jeszcze ktoś to na końcu zbagatelizuje – “no ok, fajnie”.

    Może to moja wina, że za bardzo się tym przejmuję – pewnie nie byłoby kłopotu, gdyby:

    1. trop okazał się słuszny (czyli można podziękować)
    2. poszedłbym swoim tropem, nie korzystając z tej wskazówki (nie straciłbym czasu)

    Problemem jest to, że w takich sytuacjach często (w moim odczuciu) czuję, że wręcz “muszę”, dołączyć jakąś dobitną uwagę, że “to” było zbędne i niepotrzebnie zostałem skierowany w złą stronę.

    Później czuję się z tym źle, że “musiałem” dołożyć te parę groszy, aby dobitniej udowodnić “swoje” :-/

    Ale niestety nie zawsze daje się tutaj odczuć światłe intencje drugiej osoby…

    Wpis chyba też trochę “na siłę”, bo akurat miałem taką sytuację, grzebałem się dwa dni – błąd małej wagi strategicznej dla przedsiębiorstwa, no ale “uparli się”…
    Finalnie udało się, ale zamiast zrobić coś produktywnego to cały dzień siedziałem i uprawiałem “fekaloplastykę” w poszukiwaniu winowajcy 😐