Czy chemioterapia boli?

czy chemioterapia boli?

Generalnie nie, ale…

Lek sam w sobie nie sprawia bólu, ale jego efekty uboczne już tak – pytanie oczywiście co zakwalifikujemy jako ból?

Zależy to od organizmu. Na wiele z tych rzeczy zwyczajnie nie mamy wpływu – “wylosowaliśmy taką a nie inną pulę genetyczną” i tyle w temacie. Jeden będzie bardziej odporny na pewne niepożądane skutki, drugi trochę mniej.

Jednego będzie bardziej “bolało” np. wypadanie włosów – drugiego mniej.

Nie da się tego jednoznacznie stwierdzić – to tak jak z gorącą wodą – prosty przykład. Moja małżonka lubi gorącą herbatę czy zupę. Kiedy dla mnie jest ona “ciepła”, czyli taka idealne do spożywania, ona stwierdza, że dla niej jest letnia (czyli bardziej zimna – trzeba podgrzać).

Ot, trywialna rzecz, ale znaczna różnica w odbiorze.

Problemem jest zawsze ustalenie definicji i to najlepiej takiej, która można by dopasować do każdego.

Odczucia bólu ciężko jest zmierzyć, nie da się przyłożyć linijkę i naocznie jasno stwierdzić – o, teraz gościa boli 3/10 a teraz 5/0 czy 8/10.

Kiedyś, gdy zaatakowała mnie angina i głowa bolała mniej ak nigdy – lekarka zapytała mnie jak mnie boli w skali 1 do 10 – powiedziałem, że nie wiem – nigdy bardziej nie bolała, a ona odparła – no to 9 na 10…

Zakładając pewnie – że nigdy nie boli tak bardzo, że nie mogłoby boleć bardziej…

Wracając do tematu – czy boli?

Lek sam w sobie nie, ale:

  • wypadanie włosów (sprawa indywidualna), ale wraz z tym ogólne swędzenie, skóry – a jak się podrapiesz, to wylatuje jeszcze bardziej
  • mdłości / nudności
  • ból i obrzęk błon śluzowych
  • apatia i brak apetytu / brak smaku
  • głód, bo i tak co zjesz to zwrócisz
  • problemy z czynnościami fizjologicznymi (oddawanie moczu / kału)
  • szum (ból) w głowie
  • strach i poczucie niepewności
  • ogólny dyskomfort – jak się nie ułożysz i tak będzie źle
  • miałem też takie mniejsze dolegliwości jak niby zwykłe swędzenie miejsca  – a jak się podrapałem (nawet delikatnie), zaraz robiły się wybroczyny niczym siniaki od uderzeń

Teraz pytanie, czy kwalifikujemy to jako ból – wszystko jak nie większość możemy podpiąć jako ogólny “dyskomfort” leczenia, ale z drugiej strony – nie jest tak źle, dla mnie zawsze największą otuchą była nadzieja – nadzieja, że to się wkrótce skończy (tak czy inaczej), że jestem w dobrych rękach – nic mi nie grozi, z każdą kropelką coraz bliżej końca, bliscy czekają – później będzie już z górki, pogadamy, pośmiejemy się, coś zjemy, raczej nie myśli się w tych chwilach o tych wszystkich niedogodnościach – przyjmujesz to wszystko, bo jakie masz inne wyjście? Najważniejsze, że jest leczenie.

Raz zdarzyło mi się, że wypuścili mnie wcześniej niż powinni – z całą serdecznością byłem i jestem za to wdzięczny lekarzowi prowadzącemu – to był bodajże piątek, ostatni wlew poszedł, wyniki były dobre, plan zrealizowany – teraz już tylko do domu, do rodziny, żony i dzieci, jak najwięcej czasu spędzić z nimi a nie w szpitalnym łóżku, logiczne, nieprawdaż?

Co poszło nie tak? Jakoś ostatnia dawka leków przeciwwymiotnych mnie ominęła, nie pamiętam konkretów – które i tak nie są szczególnie istotne, rezultat był taki, że pełen szczęścia wracając do domu, tzn. będąc stworzonym przez małżonkę – parę razy udało mi się z sukcesem zwymiotować w samochodzie, oczywiście w tym czasie worki na wymioty były (i właściwie nadal są) standardem w samochodzie. Więc nie dokonałem zabrudzenia pojazdu, natomiast co było dość znamienne, to nie miałem czego zwracać – poleciał więc sam kwas żołądkowy – pamiętam go dokładnie, nigdy przedtem i jak do tej pory nigdy później nie czułem takiej kwasoty, aż takie, że zęby zrobiły się wręcz szorstkie :-O

NIedługo po tym udało nam się zaparkować na stacji benzynowej i zrobiłam sobie krótką przerwę, ciesząc się dodatkowo zielenią i słońcem, akurat to był jakiś iście wiosenny dzień – albo, co też kiedyś wyraźnie odczułem, po wyjściu ze szpitala, świat “na zewnątrz” smakujesz wręcz całym sobą – zapach, zieleń trawy i drzew, są jakby spotęgowane.

Będąc w lesie, “śmiałem się” z innych, uważając to za przesadę gdy ktoś się tak zachwycał nad pięknem świata – zielono, kolorowo, pachnąco. Tymczasem tak rzeczywiście może być – zieleń jest zieleńsza, zapach wyraźniejszy… niebywałe. Ale o tym kiedy indziej.

No i to też są takie pewne niedogodności – po powrocie do domu, jeszcze parę razy zwróciłem to czego i tak nie dało się zwrócić. Czasami ciężko jest coś zjeść – z jednej strony wiesz, że musisz – z drugiej też wiesz, że to zaraz i tak wyjdzie z powrotem i po co się męczyć? Osobiście starałem się patrzeć na to w ten sposób – że zawsze coś tam organizm sobie “uczknie” z tego i mimo wszystko coś mu zostanie, a dwa – a nuż tym razem nie zwymiotuję… bo nigdy nie wiadomo 😛

W moim osobistym przypadku, ogólne samopoczucie, nudności i taki apatyczny stan mocno zależał od nawodnienia organizmu – o ile nierzadko picie dużych ilości płynów mi nie wychodzi, to tutaj bardzo pomagają kroplówki. Kiedyś nawet śmieszkowałeś sobie z lekarzem prowadzącym, czy może przepisać mi pół litra – co zaraz podchwyciły pielęgniarki i przynosząc kolejną dawkę śmiały się, że idzie obiecane pół litra od lekarza xD

Taki niewybredny żarcik, potrafi “zrobić dzień”, przypomnieć, że jesteśmy ludźmi – osobiście jestem osobą niepijącą, ale śmieszyć może wszystko i o czym też kiedyś napiszę – to w trakcie leczenia im prostszy humor, tym lepiej 🙂

Zatem ostatecznie wracając do sedna – czy boli?
– I tak i nie

Ale w zależności kto to czyta – da/dasz radę! Wszyscy w Ciebie/nią/niego wierzą! Masz/ma po co żyć!