Autor: Autor

  • Więzień dobrej pensji

    Więzień dobrej pensji

    Nie wiem, czy zazdroszczę mu tych domów. Chyba bardziej zazdroszczę mu tego, że był w stanie podjąć decyzję, której ja od lat nie potrafię podjąć nawet w głowie.

    I dzisiaj znowu taki „dołek”.
    Wszystko jest ok, wracam sobie z treningu – trening dobrze poszedł, nie opieprzałem się, zrobiłem swoje.
    Rano rodzina prawidłowo pożegnania – do szkoły / przedszkola i do pracy, wszystko ok.
    Po treningu wracam… i chyba już od wyjścia z siłowni jakoś tak „niebardzo”…
    no nie ma powodu…

    Albo… może jedno – tylk oto mi przychdozi na myśl, jadąc samochodem do biura, przy drodze zauwazyłem prywatną inwestycję – ktośsobie buduje 3 domy na działce, kiedyś pole orna, a teraz podzielone na trzy i rosnątrtzy domy…
    Za dzieciaka zawsze o tym czytałem ,zę tak sięrobi – kupujesz teren, stawiasz domy i sprzedajesz.

    Rozliczasz całość po spzredaży, wszyscy zadowoleni i jeszce kasa została.
    Na papierze wszystkop się zgadza, zawsze wydawało mi się, że dałbym radę, ale tak:

    • nie wime jak, nikt mi nie pokazał, boję się pierwszy krok wykonać, pzoa tym mam za dużo do stracenia – dom, rodzina, zdrowie, mój margines błędu i gotowość na ryzyko są niewielkie.
    • mam dobrą pracę a doskonale pamiętam jaki był problem aby ją znaleźć… więc też bojęsię ją stracić
      czyli, jestem sobie takim więźniem dobrej pensji, zamknięty w złotej klatce, niezdolny do ryzyka a jednak wciąż pragnący czegoś wiećej – i co widzę jak ktoś to robi, coś co ja też był mógł ./ powinien, to mam „dupościsk” i odpala mi się „dołek”, że marnuję swoje życie i do niczego nie dojdę…

    Może więc nie dołuje mnie to, że ktoś buduje trzy domy. Może dołuje mnie to, że ja wciąż nie znalazłem sposobu, żeby budować coś swojego bez poczucia, że ryzykuję wszystkim, co mam.